Chyba każdy z nas zastanawiał się kiedyś nad fenomenem śmierci. Niestety życie ludzkie jest bardzo kruche, ciało nie jest niezniszczalne. Czasami wystarczy jeden nieuważny krok, by przenieść się na tamten świat. Temat śmierci pozostaje jednak w naszej kulturze sferą tabu. Związane jest to zapewne z faktem, iż dosyć trudno jest nam się pogodzić z tak zwaną ironią losu, terminowością swojego pobytu na ziemi.
Ze śmiercią łączy się jednak specyficzny obrzęd, mianowicie pochówek. Już starożytni Egipcjanie grzebali zwłoki swoich bliskich. Ciała balsamowano, owijano w płótna i w przypadku faraonów, umieszczano w budowlach do tego przeznaczonych, czyli piramidach, a zwłoki zwykłych obywateli chowano na pustyni. Tradycja ta została do dzisiaj, choć wygląda ona zupełnie inaczej. Dawniej zwłoki bliskich osób przez dwa dni wystawione były w domu, gdzie każdy mógł dokonać ostatniego pożegnania z umarłym, w upalne dnie ciało jednak bardzo szybko zaczynało ulegać rozkładowi. Ludzkość więc zaczęła wykorzystywać do tego celu budownictwo przemysłowe, specjalistyczne magazyny, chłodnie, w których przetrzymywane są zwłoki. Kostnice, bo o nich tu mowa, pozwalają na, mówiąc kolokwialnie, zatrzymanie procesów rozkładu.
Tradycja czy też biurokracja bowiem nakazuje, iż zmarłego należy chować trzy dni od daty zgony. Pod koniec XX wieku pojawiły się jednak chłodnie przenośne, które nawiązują do idei przechowywania ciała zmarłych w domach. Zwyczaj ten jest jednak praktykowany bardziej na wsiach, aniżeli w miastach.









